Miejsca

Miejsca

wtorek, 24 czerwca 2014

My włódzędzy



 My włóczędzy

Odkupieni na bezdrożach
Bez miejsce czasu
W odzianiu zestarzałym
spalonym
Cieknie rózga i lecą lagi
Przekleństwa fałszywe
Srebrnego oka koło a w nim
Elipsa królestwa i już nic
Tak tron upada pod ciężarem
Ale włóczęga się nie słania
Idzie dalej w samotnej rzece
Brodząc i  odradzając siebie 
Nieunikniony początek i właśnie tu jestem
Jesteśmy włóczykije i trudne noże
Zerwane z szubienicy niesiemy
Ostatecznie topiąc je w rzece

Bunkier

Bunkier

Zbyt cienka blada ściana
Runęła i ukazała
Swój początek -
Zakurzone rozbite cegły
A inne budowle
Upadają z dymem
Być może jeszcze
Na zieloną trawę
Rzeczy wartościowe czy nie
Wszystkie wrzucone bezkształtnie
Na płaczącą barykadę
Tylko do schronu
Wejść zejść z
Poletka nienawistnych
Sieci  pocisków
Bezkarnych wybuchów
Oddalonych
Temperatura w bunkrze
Jest już niższa
Przybliżasz się
Obejmujesz  mnie
Rozplątane wrogie pięści
Dłonie trwale splecione
Twoja osoba mówi mi że
Nie będzie komórką wojny
Ufam jej
Dotykasz mnie swoją okupacją
Chciałbyś oddychać mną
Kryształowo i cicho
Nie usłyszę odgłosów
Z powierzchni lecz
Dźwięczne bicie serca 
Wewnątrz znów cieplej
Pomiędzy ścianami
W sznurku z domina
Upadłam a czy musiałeś
Mnie wyciągać
Nie wiem ale czuję że
Słońce tam zachodzi
Twoje grzeszne duchy
Odchodzą to możesz
Powiedzieć głośno że
Śnisz o miłości
Kochasz
Opuszczam
Bezpieczne podziemie
A  ty zburz we mnie strach
Przyjdź tam gdzie stopami
Dotknę ciemnej ziemi  
Powiedz że kochasz
Kogoś jeśli nie mnie
Głazy nienawiści eksplodują
Bezradnie w sobie
Ustępując
Całą jezdnię
Nowej hybrydzie
Miłości